Jakiś czas temu pisałam o mojej walce z cellulitem. Jednym z zabiegów jakie do tej walki wykorzystałam był popularny body wrapping. Na stronie naturica.pl znajdziecie ogrom kosmetyków przeznaczonych do tego typu zabiegów. U mnie padło na kupno m.in. tego specyfiku:
Opakowanie/konsystencja/zapach:
Kosmetyk jest zapakowany w słoiczek z zakrętką. Wygodne rozwiązanie, Wkładam dłoń i do samego denka mogę wszystko wyciągnąć:] Nic się nie wylewa i nie przelewa przez palce dzięki konsystencji- galaretka w kolorze budyniowatym. Zapach zdecydowanie cynamonowo-goździkowy, mi przypomina maść rozgrzewającą "KOTEK" jak ktoś taką pamięta:]
Etykietka mówi:
Bardzo się cieszę, że wszystko napisane jest na etykiecie. Jak długo trzymać, jak używać itp. Każdy produkt ma swoje widzimisię więc tutaj biję brawo za to, że nie trzeba szukać informacji w internetach.
Moja opinia:
Tego koncentratu starałam się używać 2 razy w tygodniu, niestety nie zawsze miałam czas mimo dobrych chęci i motywacji. Nie wiem czemu ale im większe wrażenie ciepła tym bardziej byłam pewna, że kosmetyk działa jak należy. Naczytałam się opinii innych dziewczyn, że uczucie grzania nieraz jest tak mocne, że musiały przerwac po 10 minutach. U mnie tego nie było. Z powodzeniem mogłabym nawet spać w tej folii a czułam jedynie przyjemne lekkie ciepełko, momentami przechodzące w zimne dreszcze. Wtedy jeszcze szczelniej przykrywałam się czym popadnie. Bawiłam się przeróżnie: nakładałam więcej i mniej żelu, ciaśniej i luźniej się owijałam a efekt był ten sam- lekkie ciepełko. Co do redukcji cellulitu na pewno nie było u mnie widać efektów po 4 zabiegach. Owszem, skóra była jędrniejsza po kilku zabiegach a cellulit jaki był taki był. Odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i w nich tkwiła chyba tajemnica bo teraz skóra zwłaszcza na udach i pośladkach stała się bardziej gładka, cellulitowe dołki mniej widoczne ale dalej są...nawet w pozycji stojącej. Teraz gdy nadchodzą zimne dni zaopatrzę się na nowo w taki specyfik i wierzę, że pomoże pozbyć się cellulitu choćby na tyle, żebym go nie widziała w luźno stojącej pozie. A uwierzcie jest się czego pozbywać, może dlatego w moim przypadku potrzeba więcej zabiegów. Kosmetyk regularnie stosowałam tak do połowy słoiczka, później zabiegi były mniej regularne przez co zdaję sobie sprawę, że wynik mojego testu nie może być miarodajny tak jakbym chciała. Niemniej jednak polecam preparat, bo skoro po jednym użyciu skóra jest zdecydowanie lepsza to znaczy, że działa!
Cena 32,77zł/250g
Do kupienia TUTAJ
Ciekawią mnie Wasze doświadczenia z takimi zabiegami. Widać różnicę czy tylko efekt placebo? Zawijać się czy nie?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 października 2014
środa, 8 października 2014
Apis- enzymatyczny peeling z żurawiną
Zapraszam na recenzję drugiego peelingu enzymatycznego jaki posiadam, tym razem z firmy APIS. Z tą marką mam pierwszy raz do czynienia i cieszę się, że coś z ich asortymentu trafiło w moje ręce. Widziałam, że kilka blogerek miało chrapkę na ten właśnie peeling...czy warto? Zapraszam do czytania.
Strona techniczna:
Zacznę od tego, że szata graficzna bardzo mi się podoba. Całe opakowanie jest solidne, mamy możliwość kontrolowania zużycia dzięki temu, że plastik jest mleczno-przezroczysty. Zamykanie praktyczne, szczelne, nic się nie wyleje, a i tak nie ma ku temu możliwości ponieważ peeling nie jest zbyt leisty.
Kosmetyk ma konsystencję lekkiego kremu, dobrze rozprowadza się na twarzy, szybko się spłukuje. Kolor leciuteńko różowy.
W teorii:
Moja opinia:
Zdecydowanie bardziej wolę ten peeling niż z Ziaji. Sam zapach delikatnie owocowy sprawia, że przyjemnie się go stosuje. Przy wyborze peelingu enzymatycznego należy brać pod uwagę, że jego działanie nie będzie tak intensywne jak w przypadku typowych zdzieraków mechanicznych. I tutaj też tak jest. Efekt jest delikatny, skóra nie ma podrażnień, jest przyjemna w dotyku i jednocześnie wyczuwa się lekki film na powierzchni. Peeling szybko się zmywa, jedynie kilkuminutowe masowanie jest dość uciążliwe dla tych co cierpią na chroniczny brak czasu :] Po zmyciu peelingu nie wyczuwa się efektu ściągnięcia czy przesuszenia skóry. Wyczuwalna jakby tłusta warstwa pozostaje na twarzy przez jakiś czas dlatego ja przecieram jeszcze lico tonikiem bo nie lubię jak mi coś siedzi i przeszkadza:]
Reasumując: producent spełnił swoje obietnice, jedynie natężenie efektu nie jest tak wysokie jakbym tego chciała. Widocznie moja skóra łaknie tych mocniejszych, radykalnych kroków przy pielęgnacji dlatego wrócę do tradycyjnych zdzieraków :]
Niemniej, zachęcam do zakupu tego produktu, zwłaszcza tych delikutaśnych bo uważam, że u Was sprawdzi się świetnie:]
Ja swój kupiłam na stronie naturica.pl a dokładnie Tutaj
Cena: 14,70zł/100 ml
Dla chętnych składzik:
piątek, 1 sierpnia 2014
Farba w Piance Marion
Zmorą domowego farbowania jest znalezienie chętnej osoby, która owy zabieg wykona. U mnie niestety to wygląda tak, że chodzę i się proszę a to mamę a to siostrę o ufarbowanie kudełków. Robią to niechętnie więc najlepszym rozwiązaniem byłoby farbować się samemu. Tradycyjną farbą sama nie potrafię, bo jak tu dokładnie złapać tył, dlatego postanowiłam ułatwić sobie życie i wypróbować farbę w piance! Padło na firmę Marion gdy przypadkiem znalazłam ją w Netto za 6zł. Czy przez ten wybór żyło mi się lepiej? Tego dowiecie się na dole:]
Wybrałam odcień PALONA KAWA, dostępnych jest mnóstwo odcieni więc dla wszystkich coś się znajdzie:]
Farba zmywa się błyskawicznie, nie brudząc wszystkiego dookoła. Już po chwili leci całkiem czysta woda. Po wysuszeniu włoski prezentują się następująco:
Zdjęcia robione w słońcu ale zapewniam, że i bez tego połysk jest zauważalny w porównaniu ze stanem włosów przed farbowaniem. Jedyne co zauważyłam i się zawiodłam to to, że dalej było widać odrosty. Może w ciemniejszym odcieniu ale i tak jaśniejsze niż dalsza część włosów. Pomyślałam, że może palona kawa nie jest tak palona na jaką wygląda i po prostu na włosach wychodzi jaśniej.
Niestety farba ta jest kompletnie nietrwała :/ Już po kilku myciach odrosty przyjęły swój pierwotny kolor. Bardzo szybko się zmywa, mimo, że nie widać tego przy spłukiwaniu włosów. Ta wada dyskwalifikuje ten produkt na starcie. Nie kupię jej ponownie a szkoda bo myślałam, że ułatwię sobie farbowanie w domowym zaciszu :/
Plusy:
- łatwość nakładania
- nie podrażnia
- szybko się zmywa
- szeroka gama kolorów do wyboru
- nie niszczy włosów
-tania
Minusy:
- dostępność
- diablo nietrwała
Intensywnie poszujkuję dobrej, trwałej farby w piance, może Wy (skarbnico wiedzy kosmetycznej) możecie mi coś polecić ?
Wybrałam odcień PALONA KAWA, dostępnych jest mnóstwo odcieni więc dla wszystkich coś się znajdzie:]
Świetne rozwiązanie dla domowego farbowania! Nikogo nie muszę się prosić, sama doskonale sobie poradzę. Wstrzącham mieszanką saszetki z zawartością tubki i na głowę! Jak szampon. Cała tubka bez probemu starczyła na cały skalp i jeszcze zostało (włosy lekko za ramiona). Skóra głowy nie piecze i nie swędzi jak to bywało z innymi farbami. Pozostaje tylko czekać 30 min i ziuuuu do łazienki zmywać i podziwiać nowe włosy :]
Farba zmywa się błyskawicznie, nie brudząc wszystkiego dookoła. Już po chwili leci całkiem czysta woda. Po wysuszeniu włoski prezentują się następująco:
Zdjęcia robione w słońcu ale zapewniam, że i bez tego połysk jest zauważalny w porównaniu ze stanem włosów przed farbowaniem. Jedyne co zauważyłam i się zawiodłam to to, że dalej było widać odrosty. Może w ciemniejszym odcieniu ale i tak jaśniejsze niż dalsza część włosów. Pomyślałam, że może palona kawa nie jest tak palona na jaką wygląda i po prostu na włosach wychodzi jaśniej.
Niestety farba ta jest kompletnie nietrwała :/ Już po kilku myciach odrosty przyjęły swój pierwotny kolor. Bardzo szybko się zmywa, mimo, że nie widać tego przy spłukiwaniu włosów. Ta wada dyskwalifikuje ten produkt na starcie. Nie kupię jej ponownie a szkoda bo myślałam, że ułatwię sobie farbowanie w domowym zaciszu :/
Plusy:
- łatwość nakładania
- nie podrażnia
- szybko się zmywa
- szeroka gama kolorów do wyboru
- nie niszczy włosów
-tania
Minusy:
- dostępność
- diablo nietrwała
Intensywnie poszujkuję dobrej, trwałej farby w piance, może Wy (skarbnico wiedzy kosmetycznej) możecie mi coś polecić ?
piątek, 18 lipca 2014
Paese- płyn micelarny +mały test zmywalności
Witam Was dziewczęta w ten, w końcu przełamany deszczem, upalny dzień:] Strasznie się czuję w taką pogodę kiedy nie ma czym oddychać. W końcu powiew powietrza! Znalazłam też trochę czasu na napisanie posta, na szczęście zdjęcia czekają obrobione już jakiś czas:]
PAESE PŁYN MICELARNY
Przyznam, że jeszcze jakiś czas temu twarz oczyszczałam jedynie tonikiem i mleczkiem. Oczywiście woda też szła w ruch:] Kiedy płyny micelarne weszły w modę nie było w tym nic dziwnego, że i ja poczułam chęć bycia jej częścią:] Micel Paese jest trzecią marką jaką miałam przyjemność używać w tej kategorii kosmetyku i wcale nie prezentuje się najgorzej.
Miniaturę tego produktu znalazłam w jednym z boxów Paese i strasznie się ucieszyłam, że mogę przetestować coś czego jeszcze nie miałam. Ogólnie z tą firmą wtedy spotkałam się pierwszy raz, dosłownie face to face:]
Od producenta:
Moja opinia:
Jako, że micel ten ma za zadanie oczyszczać, tonizować, nawilżać itp., w odstawkę poszedł tonik. Mleczko jeszcze od czasu do czasu.... Gdy chciałam większego uczucia nawilżenia. No właśnie, Paese nawilżał dość srednio i czasami miałam taką ochotę użyć czegoś "cięższego" . Sam kosmetyk sprawował się dość dobrze, nie miał zapachu, konsystencja wody, jak to zwykle bywa. Z makijażem radził sobie dobrze, nawet z tym wodoodpornym. Nie szczypał w oczy, nie podrażniał, w końcu miał łagodzić:] Co będę opisywać. W takim kosmetyku najlepiej zobaczyć efekty działania. A oto i one:
Użyłam:
Kolejno na dłoni:
- maskara Pump up- wszystkim dobrze znana
- korektor miss sporty
- kajal kohl- średniej jakości, nawet pod palcem lekko schodzi
- maskara wodoodporna miss sporty
- szminka Kobo o dość mocnym koralowym kolorze
- błyszczyk Bell
Szkoda, że zapomniałam o eyelinerze:/ W końcu tego też często używamy.
Jak sobie poradziło to maleństwo?
Szczerze powiem, że ta próba mnie zdziwiła. Na oku zdawało mi się, że z tuszem nie radził sobie aż tak dobrze. Widocznie duże znaczenie ma też malowana powierzchnia. Tak czy owak próba wyszła znakomicie i micel Paese zaliczył egzamin na 5:]
Znacie markę Paese? Co możecie polecić? Miałyście styczność z tym micelem? Chętnie się dowiem co o nim myślicie:]
czwartek, 12 grudnia 2013
ShinyBox Grudzień 2013
Właśnie dotarł do mnie grudniowy ShinyBox... Na wstępie chciałam sprostować pewną informację, mianowicie: w tym boxie wszystkie produkty (jest ich 5) są pełnowymiarowe. W poprzedniej notce napisałam, że jeden jest miniaturą bo taką właśnie informację znalazłam bodajże na ich FB. Jeśli kogoś wprowadziłam w błąd lub odwiodłam od kupna serdecznie przepraszam. A tymczasem zapraszam do obejrzenia tego pudełka, sami się przekonacie czy zakup się opłacał :]
Oczywiście szata graficzna robi wrażenie, aż chce się sprawdzić co wsadzili do środka. W końcu to pudełko świąteczne, należy poszaleć:]
A w środku:
Standardowo garść próbek (kremy do twarzy, szampon, masło do ciała). Znalazły się też kupony rabatowe.
I są też nasze produkty, aż 5:] Wszystkie pełnowymiarowe.
1. Masło do ciała zielona herbata i limonka (wyszczuplanie)- miałam z tej serii sól do kąpieli i olejek. Bardzo podobał mi się zapach więc na pewno masełko pójdzie w ruch jak tylko wykorzystam balsam z poprzedniego pudełka. Cena takiego mazidełka to ok 14zł.
2. Błyszczyk L'oreal Glam Shine- szczerze przyznam, że opakowanie i barwa błyszczyka (kisiel pomarańczowy) wygląda dość tandetnie i na pewno nie dałabym za niego 35zł! Sprawdzałam, na ustach jest bezbarwny i na szczęście nie ma natrętnego zapachu.
3. Bibułki matujące z pudrem Marion- nigdy nie używałam i myślę, że jak dam radę to zostawię je do lata. Wtedy chyba najbardziej się przydadzą. Cena to 12zł/ 50szt.
4. Balsam do ust Anatomicals- zamiennie w pudełkach pojawiają się też kremy do rąk i na początku się zawiodłam, że mi przypadł właśnie balsam... Ostatnio potrzebowałam pomadki ochronnej do ust, najlepiej bezzapachowej ale niestety mój chłop kupił zapachową...Ten balsam zapachu nie ma, jedynie forma aplikacji mi nie pasuje (wyciskana bezpośrednio na usta z tubki). Cena 12zł
5. Enzymatyczny peeling do twarzy Organique- z tego produktu jestem najbardziej zadowolona! Nie zawiera zbędnej chemii (wg opisu). Bardzo jestem ciekawa jak zadziała na moją twarz, cena 73zł ! Na pewno z własnego portfela nigdy bym nie nabyła tak drogiego kosmetyku więc tym bardziej dobrze, że znalazł się w pudełku:]
To by było na tyle dobroci. Na początku byłam zawiedziona tym pudełkiem z dwóch powodów:
1. Produkty z niższej półki cenowej (Marion czy Farmona) możemy same sobie kupić i wypróbować
2. W moim pudełku AŻ 2 produkty do ust... Na zniżce w Rossmannie zdążyłam się zaopatrzyć w mazidła do ust więc kolejny błyszczyk będzie czekał na swoją kolej:] Możecie wierzyć lub nie ale produkty do ust u mnie nie chcą się szybko kończyć:]
I szkoda, że nie dali żadnego lakieru :( Za to dali po raz kolejny balsam do ciała i wcale nie mały, jak tak dalej pójdzie to chyba je będę zjadać:]
Jednak po napisaniu tego posta zaczął mi się podobać ten zestaw:] W końcu mam okazję przetestować dwa produkty, których bym na pewno nie kupiła ( peeling i błyszczyk) .
A Wam jak się podoba grudniowe pudełko? Zamawiacie?
Dla tych, które są zdecydowane na kupno zapraszam shinybox.pl
Oczywiście szata graficzna robi wrażenie, aż chce się sprawdzić co wsadzili do środka. W końcu to pudełko świąteczne, należy poszaleć:]
A w środku:
Standardowo garść próbek (kremy do twarzy, szampon, masło do ciała). Znalazły się też kupony rabatowe.
I są też nasze produkty, aż 5:] Wszystkie pełnowymiarowe.
1. Masło do ciała zielona herbata i limonka (wyszczuplanie)- miałam z tej serii sól do kąpieli i olejek. Bardzo podobał mi się zapach więc na pewno masełko pójdzie w ruch jak tylko wykorzystam balsam z poprzedniego pudełka. Cena takiego mazidełka to ok 14zł.
2. Błyszczyk L'oreal Glam Shine- szczerze przyznam, że opakowanie i barwa błyszczyka (kisiel pomarańczowy) wygląda dość tandetnie i na pewno nie dałabym za niego 35zł! Sprawdzałam, na ustach jest bezbarwny i na szczęście nie ma natrętnego zapachu.
3. Bibułki matujące z pudrem Marion- nigdy nie używałam i myślę, że jak dam radę to zostawię je do lata. Wtedy chyba najbardziej się przydadzą. Cena to 12zł/ 50szt.
4. Balsam do ust Anatomicals- zamiennie w pudełkach pojawiają się też kremy do rąk i na początku się zawiodłam, że mi przypadł właśnie balsam... Ostatnio potrzebowałam pomadki ochronnej do ust, najlepiej bezzapachowej ale niestety mój chłop kupił zapachową...Ten balsam zapachu nie ma, jedynie forma aplikacji mi nie pasuje (wyciskana bezpośrednio na usta z tubki). Cena 12zł
5. Enzymatyczny peeling do twarzy Organique- z tego produktu jestem najbardziej zadowolona! Nie zawiera zbędnej chemii (wg opisu). Bardzo jestem ciekawa jak zadziała na moją twarz, cena 73zł ! Na pewno z własnego portfela nigdy bym nie nabyła tak drogiego kosmetyku więc tym bardziej dobrze, że znalazł się w pudełku:]
To by było na tyle dobroci. Na początku byłam zawiedziona tym pudełkiem z dwóch powodów:
1. Produkty z niższej półki cenowej (Marion czy Farmona) możemy same sobie kupić i wypróbować
2. W moim pudełku AŻ 2 produkty do ust... Na zniżce w Rossmannie zdążyłam się zaopatrzyć w mazidła do ust więc kolejny błyszczyk będzie czekał na swoją kolej:] Możecie wierzyć lub nie ale produkty do ust u mnie nie chcą się szybko kończyć:]
I szkoda, że nie dali żadnego lakieru :( Za to dali po raz kolejny balsam do ciała i wcale nie mały, jak tak dalej pójdzie to chyba je będę zjadać:]
Jednak po napisaniu tego posta zaczął mi się podobać ten zestaw:] W końcu mam okazję przetestować dwa produkty, których bym na pewno nie kupiła ( peeling i błyszczyk) .
A Wam jak się podoba grudniowe pudełko? Zamawiacie?
Dla tych, które są zdecydowane na kupno zapraszam shinybox.pl
wtorek, 3 grudnia 2013
Zakupy listopada
Przyznam skromnie, że zaszalałam.... za to grudzień zapowiada się biednie. Skupię się teraz na zużywaniu tego wszystkiego :)
Oprócz zakupów typu ShinyBox, o którym pisałam tutaj....
Zakupów Rossmannowskich, o których trochę tu...
poczyniłam też inne zakupy, rozłożone na raty. Jedna rzecz tu, druga tam i się uzbierałoooo!
Bliżej poznane wyglądają tak:
1. Listerine płyn do płukania ust- nie zawiera alkoholu i jest łagodny, inne sprawiały, że wręcz drętwiał mi język i przez kolejnych kilka godzin nie czułam smaku potraw:)
2. Scrub do Ciała Avon wanilia- nie jestem pewna czy już o nim nie pisałam:)
3. Maszynki do golenia Bic Pure Lady- już gdzieś pisałam, że uważam je za bardzo dobre w swojej cenie. Za 4 sztuki 6 zł w Realu.
4. Płatki kosmetyczne Tip- W realu za 2 zł, ciekawa jestem jak się będą miały w porównaniu z tymi z Biedronki.
5. Celia mleczko do demakijażu z kolagenem- kończę mleczko z Evy i to jest jego następca. Nie mogę się doczekać jego próbowania :p
6. Lovely eyeliner granat- naczytałam się dobrych opinii i się skusiłam:]
7. Miss Sporty błyszczyk- zakupiłam dla siostry tak samo jak lakier poniżej.
8. Topper Essence
9. Lakier Lovely Dark Shine- kupiony z ciekawości, ponoć świeci w ciemności.
10. Piaskowy wibo granat
11.Wibo New trend nr 181
12. Lovely Classic nr 33
13. Lovely Blink Blink nr 2

A jak wyglądają Wasze zbrodnie na portfelu? :]
Oprócz zakupów typu ShinyBox, o którym pisałam tutaj....
Zakupów Rossmannowskich, o których trochę tu...
poczyniłam też inne zakupy, rozłożone na raty. Jedna rzecz tu, druga tam i się uzbierałoooo!
1. Listerine płyn do płukania ust- nie zawiera alkoholu i jest łagodny, inne sprawiały, że wręcz drętwiał mi język i przez kolejnych kilka godzin nie czułam smaku potraw:)
13. Lovely Blink Blink nr 2
A jak wyglądają Wasze zbrodnie na portfelu? :]
niedziela, 24 listopada 2013
Byłam w Rossmannie:)
Byłam tam...I to w nie jednym! Przeżyłam, nikt mnie wzrokiem nie zabił, że wzięłam jeden z dwóch (!) żółtych tuszy Lovely jakie zostały na półce:]
Nie wiem czy u Was też tak jest, że nie w każdym Rossmannie jest ta sama oferta. W jednym np. nie było szafy z Lovely, zaś w innym znalazłam szafę z Eveline. Dobrze, że Katowice duże to i Rossmannów jak mrówków.
Poszłam na żywioł, nie robiąc żadnej listy bo tak na prawdę niczego nie potrzebowałam. Wykorzystałam jedynie okazję bo obok takiej promocji przejść obojętnie się nie da. Najważniejsze, że nie kupiłam niczego co by leżało w kosmetyczce, każdą z tych rzeczy zużyję...w swoim czasie:]
Na początku, robiąc zdjęcia do tego posta byłam taka zła, że już ciemno i zdjęcia będą do niczego ale pozytywnie się zaskoczyłam bo są lepsze niż te robione w świetle dziennym. Kolory nie są przekłamane i wychodzi na to, że po nocy będę błyskać fleszem :)
Zapraszam do oglądania!
Ha! Skromnie, prawda? Ale z tego co widziałam to dziewczyny nie szaleją z zakupami, każda kupuje z głową
1. Słynny tusz Lovely- jak nie kupić jak każdy chwali...też chce wiedzieć co on ma w sobie takiego!
2.Błyszczyk 3DSilk Effect Eveline nr 251- mam tylko jeden błyszczyk, czerwony, zima idzie to na usta kłaść coś trzeba żeby papierem ściernym nie całować:P Zaznaczę, że kolor cudny, brzoskwiniowy.
3. Błyszczyk Magic Gloss Eveline nr 358- najzwyklejszy, cielisty błyszczyk bez zbędnych świecideł.
4. Piasek Wibo nr 2- trzeci w mojej kolekcji piasków, zaczął mi się podobać ten efekt, skromnie przyznam, że po części dzięki blogerkom :)
5. Baltic Sand Lovely nr 3?- nie wiem czy to nr na opakowaniu...w każdym razie jest taki tylko jeden więc nie pomylicie:] Na pazurkach mały zadatek, nie mogłam się doczekać efektu i od razu pomalowałam :)
6. Lovely Blink Link?- piękny...wygląda jakby ktoś mróz z okna zeskrobał do buteleczki...
Ot, i to wszystko. Jak widać bez szaleństw. Zakupy uważam za udane, dodatkowo jestem z siebie dumna, że tylko tyle kupiłam.
A jak Wasze zakupy? Udane? Uwielbiam oglądać takie posty więc chętnie zobaczę :]
Ps: Dodając zdjęcia stwierdziłam, że są jakieś jasne z dziwną poświatą...przy obrabianiu tego nie widziałam. Mam nadzieję, że to tylko na moim ekranie tak widać a u Was jest w porządku. Jeśli jednak jakość zdjęć jest zła to serdecznie przepraszam. Ale na prawdę musiałam dziś dodać ten post :]
Buziaki, pozdrawia
Krwawa Jadzka
środa, 20 listopada 2013
Mój pierwszy- listopadowy Shinybox
Uległam... Całkiem wsiąkłam w blogerski świat, dlatego też MUSIAŁAM chociaż RAZ zamówić jedno z tych cudeniek. Listopad to paskudny miesiąc, pomyślałam więc, że będzie to idealny czas na taki podarunek dla samej siebie:]
Dziś zawitał u mnie Kurier, mój K odebrał paczuszkę gdyż karmiłam moją młodą latorośl. Jak tylko zobaczyłam, że mój K otwiera pudełko...
- NIE OTWIERAJ!
- dlaczego?
- muszę przecież zrobić zdjęcia!
I tak dla Was uratowałam nieskazitelne pudełeczko:
W kartoniku znajdziemy pudełeczko, a w pudełeczku... Czułam się jakbym otwierała wyniki na HIV, a przynajmniej wydaje mi się, że towarzyszą temu podobne emocje:]
Listopadowy Shinybox zawierał aż 5 pełnowymiarowych produktów, Ci co zamówili subskrypcję dostali 6 produktów. Ja ze swoich pięciu jestem bardzo zadowolona i chyba się skuszę znów w grudniu:] W końcu coś mi się należy od Mikołaja, nie?
Moje pudełeczko prezentuje się tak: (w teorii)
W praktyce zaś, tak:
W zestawie dostało mi się:
1. Mineralny cień do powiek La Rosa- 25zł/3g
Cieszy mnie jego kolor, nie jest wyrazisty więc na delikatny, dzienny makijaż jak znalazł. Nigdy nie miałam kosmetyków z tej firmy więc chętnie przetestuję.
2. Lakier do paznokci La Rosa- 18/10ml
Lakierów nigdy dość! Byłam pewna, że jakiś się trafi. Kolor niestety rudawy, w butelce średnio ładny, z małymi brokatowymi drobinkami. Zobaczymy jak wyjdzie na paznokciach. Ogólnie kolory jesienne i lakieru i cienia do powiek.
3. Matujący puder ryżowy Mariza- 18 zł/5g
Trafiony produkt, mam cerę mieszaną i strasznie się ciesze, że wypróbuję taki właśnie puder. Marki też nie miałam okazji bliżej poznać więc mam szansę wyrobić sobie jakąś opinię na jej temat.
4. Maska do twarzy ze 100% olejem migdałowym BingoSpa- 12zł/120g
Sadziłam się na maski do twarzy BingoSpa już jakiś czas i dobrze, że nie kupiłam:] Jak widać znów trafiony kosmetyk. Z tej firmy mam tylko maskę do włosów i nic złego o niej powiedzieć nie mogę. Podoba mi się forma opakowania, pojemniczek z którego wszystko da się wykorzystać.
5. Balsam do ciała Dear Body London- 27zł/ 250ml
Ja to jednak mam małe doświadczenie w kosmetykach bo o tej marce nawet nie słyszałam. W każdym razie zapach balsamu jest cudny i znów jestem na tak! W dodatku balsamy powoli mi się kończą więc jakiś mi się przyda.
Piąty produkt miał trzy warianty, mnie się trafił właśnie ten, jak można się było domyśleć.
W innych wersjach był jeszcze krem do ciała lub żel do pod prysznic. Cieszę się, że mi przypadł balsam.
Dodatkowo, oprócz różnych kuponów rabatowych, dostałam 3 próbki, które również będą moim debiutem
1. Mineral Therapy Flos Lek, zabieg wygładzający zmarszczki
2. Balsam i szampon Romantic
3. Krem 2w1 twarz i kontur oczu Corine de Farme
Zapowiada się duże testowanie! A Wam jak się podoba pudełeczko?
Dziś zawitał u mnie Kurier, mój K odebrał paczuszkę gdyż karmiłam moją młodą latorośl. Jak tylko zobaczyłam, że mój K otwiera pudełko...
- NIE OTWIERAJ!
- dlaczego?
- muszę przecież zrobić zdjęcia!
I tak dla Was uratowałam nieskazitelne pudełeczko:
W kartoniku znajdziemy pudełeczko, a w pudełeczku... Czułam się jakbym otwierała wyniki na HIV, a przynajmniej wydaje mi się, że towarzyszą temu podobne emocje:]
Listopadowy Shinybox zawierał aż 5 pełnowymiarowych produktów, Ci co zamówili subskrypcję dostali 6 produktów. Ja ze swoich pięciu jestem bardzo zadowolona i chyba się skuszę znów w grudniu:] W końcu coś mi się należy od Mikołaja, nie?
Moje pudełeczko prezentuje się tak: (w teorii)
W praktyce zaś, tak:
W zestawie dostało mi się:
1. Mineralny cień do powiek La Rosa- 25zł/3g
Cieszy mnie jego kolor, nie jest wyrazisty więc na delikatny, dzienny makijaż jak znalazł. Nigdy nie miałam kosmetyków z tej firmy więc chętnie przetestuję.
2. Lakier do paznokci La Rosa- 18/10ml
Lakierów nigdy dość! Byłam pewna, że jakiś się trafi. Kolor niestety rudawy, w butelce średnio ładny, z małymi brokatowymi drobinkami. Zobaczymy jak wyjdzie na paznokciach. Ogólnie kolory jesienne i lakieru i cienia do powiek.
3. Matujący puder ryżowy Mariza- 18 zł/5g
Trafiony produkt, mam cerę mieszaną i strasznie się ciesze, że wypróbuję taki właśnie puder. Marki też nie miałam okazji bliżej poznać więc mam szansę wyrobić sobie jakąś opinię na jej temat.
4. Maska do twarzy ze 100% olejem migdałowym BingoSpa- 12zł/120g
Sadziłam się na maski do twarzy BingoSpa już jakiś czas i dobrze, że nie kupiłam:] Jak widać znów trafiony kosmetyk. Z tej firmy mam tylko maskę do włosów i nic złego o niej powiedzieć nie mogę. Podoba mi się forma opakowania, pojemniczek z którego wszystko da się wykorzystać.
5. Balsam do ciała Dear Body London- 27zł/ 250ml
Ja to jednak mam małe doświadczenie w kosmetykach bo o tej marce nawet nie słyszałam. W każdym razie zapach balsamu jest cudny i znów jestem na tak! W dodatku balsamy powoli mi się kończą więc jakiś mi się przyda.
Piąty produkt miał trzy warianty, mnie się trafił właśnie ten, jak można się było domyśleć.
W innych wersjach był jeszcze krem do ciała lub żel do pod prysznic. Cieszę się, że mi przypadł balsam.
Dodatkowo, oprócz różnych kuponów rabatowych, dostałam 3 próbki, które również będą moim debiutem
1. Mineral Therapy Flos Lek, zabieg wygładzający zmarszczki
2. Balsam i szampon Romantic
3. Krem 2w1 twarz i kontur oczu Corine de Farme
Subskrybuj:
Posty (Atom)













